niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział2-Cała noc w domu braci Styles!

 O matko na śmierć bym zapomniała!Przecież mam trening cheerleaderek!Muszę napisać do Marcela!

  Kochany jest,że się nie złości.Ale zaraz się spóźnię!Muszę ubrać mój strój i związać te niesforne włosy w kitkę.
                                       ***
-Hej dziewczyny!-weszłam na salę gimnastyczną 
-Hej Rose!-dziewczyny od razu zeskoczyły z ławek i do mnie podeszły
-Zaczynamy od rozgrzewki!1_2_3_4!-dość szybko zaczęłyśmy się rozgrzewać 
  Na początek szpagaty,fikołki i bieg po sali.Zmęczenie nie było wtedy ważne.Każda od lat dążyła do doskonałej sylwetki ale i tej satysfakcji z dopracowanego układu.Właśnie...Za dokładnie tydzień(jest piątek)mamy wielką bitwę cheerleaders.Nasz układ jest idealny ale każda obawia się,że coś może pójść nie tak.
                                                  ***
Końcówka musi być idealna!Ale los chciał tak abym spadła z samego szczytu piramidy i...Skręciła kostkę!Ale nie ma mowy żebym  się poddała!W ten tydzień się wykuruję i pójdę na tą bitwę!Ale jak ja teraz pójdę do Marcela?Dobra pójdę do domu,przebiorę się i pojadę do niego.
                                                       ***
Ok jestem w domu.Zrobię okład z lodu,zabandażuję kostkę,przebiorę się w coś,uczeszę w nowego i wytrzymalszego koka,a potem staję w gotowości pod drzwiami.
                                                                             ***
  Pukam w wielkie drewniane drzwi i po chwili otwiera mi sam...Sam brat Marcela-Harry.O matko jak ja go nie cierpię!Ten laluś doprowadza mnie do szału!Myśli,że jak tylko skinie na jakąś dziewczynę palcem to ona mu się odda!A guzik prawda!Ale dobra wracam do wydarzeń spod drzwi
-Oh...Witam pannę Lottery!-"przywitał" mnie Harry
-Cześć...-szepnęłam spoglądając na niego spod byka
-Co pannę tutaj sprowadza?-kontynuował swoją pogawędkę 
  Ignorując jego pytanie weszłam do domu i zaczęłam nawoływać Marcela 
-Marcel!!!Gdzie ty jesteś?!-zniecierpliwiłam się
-Oh...Marcel wyskoczył do sklepu i wróci za godzinę-jego chytry uśmieszek
  Wściekła na siebie,Marcela i Harry'ego zacisnęłam zęby i syknęłam
-Gdzie jego pokój?!-spojrzałam po raz pierwszy w jego zielone niczym kryształ oczy
  Chwilę się tak patrzyliśmy ale ocknęłam się i zapytałam ponownie
-Gdzie jego pokój?-tym razem moje pytanie było łagodniejsze 
-Em...Na górze,pierwsze w lewo...-uśmiechnął się,a ja ruszyłam do wskazanego miejsca
  Usiadłam na łóżku i starannie przyglądałam się każdej rzeczy w pomieszczeniu.Postanowiłam napisać Sms-a do pana Marcela

Czekałam,czekałam i czekałam aż wreszcie przyszedł
-P-przepraszam Rose...-zająknął się i usiadł obok mnie na łóżku
-Spoko Marcel.Rozluźnij się chłopczyku!-szturchnęłam go żartobliwie
-Spróbuję...Bo wiesz nie co dzień tak ładna dziewczyna jak ty jest w moim pokoju...-zarumieniłam się na komplement wypuszczony z jego ust
-Dziękuję Marcel...-uśmiechnęłam się
  Dobrą atmosferę popsuł Harry,który w paradował do pokoju z aparatem
-Uśmiech gołąbeczki!-pstryknął fotkę i nim się zdążyłam odezwać on zniknął 
  Miałam nadzieję,że ten palant się poprawił ale cóż jest taki sam jak kiedyś!
-Heh...Fajnego masz brata...-szepnęłam
-Tsa...-nie wiem czy sarkazm w jego głosie był spowodowany moim stwierdzeniem czy tym,że Harry wszedł tutaj bez pytania
                                                                               ***
-Dobra Marcel ja lecę!-było grubo po północy 
-O nie!Jest późno jeszcze jakiś gwałciciel Cię porwie i co?!-chłopak chwycił mnie za nadgarstek
-To,że przeczytałeś cały temat o współżyciu za zgodą i z brakiem zgody(gwałt)to nie znaczy,że mi się to może stać!-zaczęłam się śmiać,a policzki chłopaka pokryły się rumieńcami 
-Ale i tak uważam,że powinnaś zostać!-dalej się opierał 
-Znamy się niecały dzień!-znów wybuchłam śmiechem ale tym razem wtórował mi Marcel
-Znamy się cztery lata liceum,a gadamy od dzisiaj-powiedział kiedy przestaliśmy się śmiać
-Racja...Dobra ale nie myśl,że będę z tobą w jednym pokoju spała!-szturchnęłam go i poszłam do kuchni
   A tam siedział nie kto inny niż Pan Harry Styles ze swoimi kumplami-Zayn-w skrócie...Bad Boy jakich mało,jest zajęty,bardzo miły ale po pewnej sytuacji związanej z Harry'm dla mnie nie... Louis-każdego potrafi zarazić dobrą energią,od zawsze miły i nawet cały czas dla mnie,również zajęty.
-Lottery...Ile to czasu?-przywitał się ozięble Zayn
-Eh..Ja też się cieszę,że cię widzę Zayn-przewróciłam teatralnie oczami,a w moim głosie nie dało się nie usłyszeć sarkazmu
-A ja?-Louis wstał z krzesła i mnie przytulił 
  Tak szczerze?Utrzymujemy dość stały kontakt.Często gadamy i nawet się przyjaźnimy.Co innego z Zayn'em
-Witam Tommo!-zaśmiałam się

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz